Po przeczytaniu wiadomości od taty zmięłaś liścik i wyrzuciłaś go. Poszłaś do swojego pokoju i zaczęłaś się przygotowywać na imprezę, która ma zacząć się o 15 i skończyć o 8 rano następnego dnia. No w końcu to 18-stka Max! Poszłaś do łazienki. Zmyłaś z siebie makijaż, rozebrałaś się i wskoczyłaś do wcześniej napełnionej wanny. Starannie umyłaś swoje ciało razem z włosami. Gdy woda zrobiła się już zimna wyszłaś z wanny owijając się w czarny, puchowy ręcznik, a na nogi założyłaś podobnego koloru papucie. Poszłaś do swojej garderoby i zaczęłaś szukać odpowiedniego stroju. Gdy wróciłaś do domu po kupnie prezentu dla Max była 10:30. Później umycie się zajęło ci kolejną godzinkę, a po znalezieniu odpowiedniego stroju została ci już tyko godzina do 14. W skompletowanej kreacji cofnęłaś się do łazienki. Swoje blond włosy natapirowałaś oraz umalowałaś się na czarno. Oczy przydymiłaś, a usta musnęłaś czarną szminką. Wzięłaś gitarę, zapakowałaś ją w pudełko, które idealnie ją pomieściło i zadzwoniłaś po taxi, które przyjechało o 14:05. Zamknęłaś dom, wsiadłaś do pojazdu i podałaś kierowcy adres. Do domu Max jechało się około 55 minut więc powinnaś być równo na 15 na imprezę. Niestety plany mają to do siebie, że szybko potrafią się psuć. Tak więc do domu kuzynki dotarłaś za piętnaście czwarta. Zrobiłaś awanturę kierowcy po czym zapłaciłaś odpowiednią sumkę i wysiadłaś trzaskając drzwiami. Zadzwoniłaś do drzwi i czekałaś aż ktoś ci otworzy. Nagle naszły cię wątpliwości czy prezent spodoba się Max. Z nadzieją spojrzałaś na czarne pudełko, które oparłaś o budynek. Po chwili otworzyła ci ciocia.
- I kolejna na czarno. - takimi słowami cię przywitała i po buziaku w policzek zaprowadziła do ogrodu, gdzie odbywało się przyjęcie.
Głośne dźwięki metalu słychać było jeszcze jakieś 10 km stąd. Wzrokiem odszukałaś Max i zaraz do niej podeszłaś.
- Wszystkiego najlepszego Max. - powiedziałaś i podałaś jej pudło
- Och [T.I.]! Bałam się, że nie przyjdziesz! - powiedziała i uścisnęła cię - Co to? - zapytała otwierając pudełko - Dziękuję! - krzyknęła rzucając ci się na szyję
- Cieszę się, że ci się podoba. - odparłaś mocniej ją obejmując.
- Mini? - usłyszałaś za plecami i naraz się odwróciłaś
- Sean?
- Znacie się? - zapytała Max
- Tak. Przyjaźnimy się. - odparł chłopak przytulając cię - Znowu na czarno. - mruknął przyglądając ci się- Ale przynajmniej ślicznie wyglądasz.
- Lizus. - warknęłaś obejmując go
- Max widziałaś gdzieś Dean 'a? - zapytał Sean, a ciebie przebiegły ciarki po plecach.
- Pije z Kieran' em
- Aha to my idziemy do nich. - odparł beztrosko i pociągnął cię w stronę barku
- Sean, ale ja nie chcę. - mruknęłaś
- Wiem co między wami zaszło w nocy i wiem też, że Dean inaczej na ciebie patrzy. - powiedział
- Jak na dziwkę. - mruknęłaś cicho
- Cześć [T.I.] - powiedział Kit obejmując cię i robiąc ci miejsce pomiędzy nim a Dean' em
- Cześć. - dodał Kieran
- Hej. - mruknął Dean nie mogąc oderwać od ciebie wzroku
- Cześć wam. - odparłaś ładując się na kolana już siedzącego Sean' a - Nie karz mi obok niego siedzieć. - poprosiłaś cicho
- Uuuuuu... - zawyli chłopacy - Czy my o czymś nie wiemy? - zaśmiali się a wy razem z nimi
W tym momencie Dean, który jako jedyny się nie śmiał wstał gwałtownie i odszedł od kanap barowych.
- Nie przejmuj się nim [T.I.] - powiedział Kit - On już taki je.. - dodał ale ty go już nie słuchałaś bo poszłaś za chłopakiem.
- Dean? Wszystko okey? - zapytałaś
- Nic nie jest okey. - warknął w twoją stronę
- Chryste daj mi cierpliwość nie siłę bo inaczej zabiję. - mruknęłaś - Słuchaj może choć raz byś nie warczał kiedy chce zrobić dla ciebie coś miłego?! Czemu ty taki jesteś?! Wiem, że mnie nie lubisz bo jestem EMO, ale nie znasz mnie więc może tak byś nie oceniał?! - krzyczałaś tym samym zwracając na siebie uwagę wszystkich - Też jestem człowiekiem i zasługuję na szacunek! Nie bądź idiotą i nie zachowuj się jak idiota to może wtedy jakaś dziewczyna zwróci na ciebie uwagę! - zdenerwowana i czerwona na twarzy odwróciłaś się i szybko pobiegłaś w stronę domu Max.
- [T.I]? - zobaczyłaś swojego tatę - Wszystko w porządku? - zapytał zatroskany
- Wszystko jest okey, ale wracam do domu. - odparłaś, a ojciec podał ci kluczyki do samochodu - przyjadę po ciebie jutro o 8.
Pożegnałaś się z Max i ciocią, do Sean' a napisałaś krótkie "Pa" i wsiadłaś do samochodu. Po niecałej godzinie jazdy weszłaś do domu. Szybko pobiegłaś do swojego pokoju i zrzuciłaś z siebie kurtkę oraz buty i z już mokrymi policzkami w szufladzie jednej z szafek nocnych znalazłaś pudełko twoich przyjaciółek. Otworzyłaś pudełko i drżącymi dłońmi wyciągnęłaś żyletkę. Zrobiłaś jedno nacięcie, potem drugie i jeszcze kilka. Patrzyłaś jak krew wypływa z siedmiu ran. Zawsze robiłaś sobie siedem ran. Czemu? Bo od siedmiu lat kochałaś się w Dean' ie. Po minucie na podłodze była spora kałuża twojej krwi. Jednak zaniepokoiło cię to, że dalej się powiększała. Spojrzałaś na swoją bladą rękę. Jedna z ran była bardzo głęboka. Zakręciło ci się w głowie upadłaś na podłogę obok kałuży. Resztkami sił zorientowałaś się, że ktoś wbiegł do twojego pokoju. Nie wiedziałaś kto to. Poczułaś, że owija ci czymś rękę i podnosi. Potem nie było już nic.
Pisz szybko nastepny
OdpowiedzUsuńPisz plissss jestem ciekawa co będzie dalej
OdpowiedzUsuńNIE MA DALEJ :(
OdpowiedzUsuń